Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Nowomiejskie władze podjęły uchwałę, która przyniosłaby więcej szkód, niż pożytku.

czwartek, 20 sierpnia 2009 22:49


W ostatnim felietonie wyraziłem pogląd, że praktyka radcy prawnego polegająca na bezkrytycznym aprobowaniu wątpliwych prawnie i czasem irracjonalnych pomysłów Radnych, szkodzi powadze nowomiejskiego Urzędu. Mimo, że nikt nie podjął ze mną polemiki na ten temat, to czuję się zobowiązany wyjaśnić czytelnikom postawioną przez mnie tezę.


Otóż w ubiegłym roku nasze władze postanowiły nadać pewien przywilej mieszkańcom NML. To miała być absolutna nowość, zupełnie innowacyjne rozwiązanie, którego jeszcze nie zastosował żaden inny samorząd w Polsce! Nasze władze chciały przyznać mieszkańcom NML inicjatywę uchwałodawczą. Oznaczałoby to, że projekty uchwał mogliby przygotowywać i zgłaszać pod obrady Sesji Rady już nie tylko i wyłącznie: Burmistrz, Komisje Rady, kluby radnych lub co najmniej 3 radnych, ale również mogliby to uczynić sami mieszkańcy.


Czy jednak przedsięwzięcie miało szansę powodzenia???  Czy Radni mieli świadomość tego, że od kiedy utworzono w Polsce w 1990 roku samorząd terytorialny, to zawsze funkcjonował on na zasadach demokracji przedstawicielskiej, czyli pośredniej. W tym systemie decyzje podejmują przedstawiciele społeczeństwa wybrani w wyborach. Są tylko dwa przypadki, kiedy obywatele samorządu podejmują decyzje bezpośrednio - są to wybory oraz referendum. Takie właśnie rozwiązania przewiduje ustawa o samorządzie gminnym. Uchwała Rady Miasta NML z czerwca ubiegłego roku miała to zmienić, gdyż postanowiono poszerzyć katalog form demokracji bezpośredniej o inicjatywę uchwałodawczą przysługującą bezpośrednio mieszkańcom.


I chyba dobrze, że wspomniana uchwała Rady Miasta okazała się „knotem prawnym". Za niezgodną z prawem uznał ją najpierw Wojewoda, a potem Sąd Administracyjny. Szczególnie zadowoleni z takich rozstrzygnięć powinni być sami promotorzy tej uchwały, gdyż stosowanie jej w praktyce byłoby kłopotliwe przede wszystkim dla nich samych. Bo wystarczyłoby zebrać 150 podpisów pod dowolnym projektem uchwały, by uruchomić całą biurokratyczną procedurę. W skrócie wyglądałaby ona następująco: przygotowana przez mieszkańców uchwała trafiałaby do Przewodniczącemu Rady, ten miałby obowiązek sprawdzenia danych personalnych i ilości podpisów poparcia pod projektem, dalej uchwałą musiałby zająć się Radca Prawny sprawdzając czy nie narusza ona obowiązującego prawa i na końcu zweryfikowany projekt trafiałby pod obrady Sesji Rady. Na końcu Radni decydowaliby o przyjęciu lub odrzuceniu proponowanego projektu uchwały.


Ta procedura najpewniej sprawiłaby, że urzędnicy i Radni mieliby pełne ręce roboty. Absurd polegałby na tym, że nasze władze byłyby zobowiązane zajmować się wszystkimi zgłaszanymi sprawami, nawet tymi irracjonalnymi z punktu widzenia efektywnego zarządzania miastem. Zapewne im bardziej uchwała byłaby irracjonalna i kontrowersyjna, tym łatwiej byłoby zebrać wymaganych 150 podpisów poparcia. 


Na przykład, gdyby grupa mieszkańców zapragnęła obniżyć wynagrodzenie Burmistrz, albo dietę Radnych, to od razu mogłaby przygotować stosowny projekt uchwały. Znalezienie 150 osób popierających tę inicjatywę pewnie nie byłoby większym problemem. Władze mogłyby też spodziewać się obywatelskiego projektu uchwały w sprawie obniżenia taryfy za odprowadzanie ścieków, bo ta dziś obowiązująca wydaje im się nieuczciwie wysoka. Przedsiębiorcy najpewniej wnioskowaliby o obniżenie podatku od nieruchomości, albo od środków transportowych. Kibice i działacze Drwęcy już nie musieliby prosić Burmistrz o wsparcie finansowe, tylko od razu przynieśliby gotowy projekt uchwały o dofinansowanie ich klubu, który cudem nie upadł. Nauczyciele pewnie wnioskowaliby o podwyższenie wynagrodzeń. Przykłady można by mnożyć bez końca i naszym władzom przybywałoby pracy bez końca. Próżnej pracy, bo przecież nie o to chodzi, by władze zajmowały się sprawami w stosunku do których już dawno podjęto decyzje. Sprawami z punktu widzenia sprawnego zarządzania miastem niepotrzebnymi. Absorbowanie w te działania pracy urzędników i radnych mogłoby doprowadzić do organizacyjnego paraliżu Urzędu. Dla miasta nie płynęłyby z tego tytułu żadne korzyści, gdyż pewnie zdecydowana większość tych obywatelskich inicjatyw uchwałodawczych zostałaby odrzucona! Odrzucona z jednego oczywistego powodu: zazwyczaj interes władz i społeczeństwa jest rozbieżny. Na przykład władze zazwyczaj dążą do tego by wpływy z podatków były jak największe, by mieć potem środki na realizację różnych zadań. Natomiast społeczeństwo zawsze będzie dążyło do tego, by podatki były jak najniższe. Ponadto ciągły brak akceptacji proponowanych przez społeczeństwo rozwiązań prawnych skutkowałby zapewne całkowitą utratą zaufania do władzy.


Więc po co nasze władze włożyły tyle wysiłku i determinacji by wprowadzić tę uchwałę w życie?! Przecież mieszkańcy mają i dziś możliwość uruchamiania procedury uchwałodawczej, pośrednio poprzez radnych. Jest to prostsze, bo dany radny wystarczy że poszuka dwóch kolegów którzy go poprą i już we trójkę mogą składać dowolny projekt uchwały. Przecież radny ma obowiązek przyjmowania od społeczeństwa postulatów i wniosków celem przedstawienia ich właściwym organom do rozpatrzenia. Wnioskiem może być też podjęcie inicjatywy uchwałodawczej w konkretnej sprawie.


Oczywiście trudno tu odgadnąć motywy działania nowomiejskich władz, ale jednym z nich mogło być scedowanie na społeczeństwo części odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Innym motywem mógł być ukłon w stronę społeczeństwa, któremu chciano podarować kolejną formę demokracji bezpośredniej. Obawy budzi jednak brak zdolności przewidywania późniejszych konsekwencji prawnych i tych wynikających z praktycznego zastosowania uchwały. O jedno z pewnością możemy być spokojni. Nasze władze na pewno nie będą próbowały wprowadzić w NML całkowitej demokracji bezpośredniej na wzór starożytnego polis. Bo wówczas Radni byliby niepotrzebni, a decyzje podejmowałby ogół uprawnionych obywateli zgromadzonych na nowomiejskim rynku.     


Trzeba jednak podkreślić, że choć próba nadania inicjatywy uchwałodawczej bezpośrednio mieszkańcom nie powiodła się, to jednak należy docenić zamysł i działanie władz w kierunku demokratyzacji i budowy społeczeństwa obywatelskiego. W tym kontekście szczerze doceniam kreatywność Rady i Radcy Prawnego. Nie rozumiem tylko dlaczego z jednej strony szuka się nowych rozwiązań demokratyzujacych i budujących społeczeństwo obywatelskie, a z drugiej strony ogranicza się krytykę i dostęp do informacji, co jest tego zaprzeczeniem. Protokoły z obrad Sesji są dowodem na to, że w NML nie dyskutuje się nad projektami uchwał. Społeczeństwo nie ma możliwości zapoznania się z różnymi poglądami ścierającymi się na forum Sesji, bo tam zazwyczaj obowiązuje wypracowana wcześniej jednomyślność.

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ostatni atrakcyjny teren inwestycyjny przeznaczono na magazyny

czwartek, 06 sierpnia 2009 2:01


Rada Miasta na ostatniej sesji niejednogłośnie podjęła uchwałę w sprawie wniesienia skargi na rozstrzygnięcie nadzorcze Wojewody, dotyczące unieważnienia uchwały w sprawie długoterminowego wydzierżawienia atrakcyjnej nieruchomości po byłej fabryce mebli przy ul. Jagiellońskiej. Powód to brak przetargu. Wcześniej na tym blogu w felietonie „Niezgodna z prawem (?) i działająca na szkodę naszego miasta decyzja władz" apelowałem o zastanowienie się nad sensem wnoszenia tej skargi. W mojej ocenie praktyka radcy prawnego polegająca na tym , że bezkrytycznie aprobuje wątpliwe prawnie i czasem irracjonalne pomysły radnych, szkodzi powadze Urzędu. Dowodziłem w tym felietonie, że pominięcie trybu przetargowego jest niekorzystne dla miasta. Podzieliłem stanowisko Wojewody, który uznał, że ta uchwała RM jest niezgodna z prawem.

 

 

Gdybyśmy mieli do czynienia z trzyletnią umową dzierżawy to nie byłoby o co kruszyć kopii. Ale w omawianym przypadku mamy do czynienia z dziesięcioletnią umową obowiązującą do 2019 roku i przynoszącą miastu wątpliwe korzyści. Dlatego zasadnym jest postawienie pytania, dlaczego Radni i Burmistrz zdecydowali o rezygnacji z trybu przetargowego?

 

 

Niestety nie można dowiedzieć się tego z protokołu obrad ostatniej sesji, w którym nie ma ani śladu po dyskusji w tej sprawie. Szczątkowe informacje można natomiast znaleźć w TI w artykule „Wakacyjna sesja" G.Podkomorzego.  Pisze on tak:  „ Inną decyzją była uchwała wyrażająca chęć niejako obrony prawa miejscowego. Chodzi o wniesienie skargi na rozstrzygnięcie nadzorcze Wojewody (...) Radni wyrazili wolę, iż korzystniejszym dla budżetu miasta jest tryb bezprzetargowy na dzierżawę terenu po byłej fabryce mebli przy ulicy Jagiellońskiej. Przypuszczać należy, bo niestety nie mamy tej wiedzy, że nie było zbyt wielu inwestorów interesujących się obiektem. Ewentualny przetarg mógłby spowodować, iż zamiast 35 tys. zł zasilających comiesięcznie kasę miasta, wpływałyby mniejsze kwoty".

 

 

Jeśli autor powyższego cytatu trafnie wyraził w słowach motywy działania naszych władz to mam wrażenie, że próbuje się nas - społeczeństwo -ogłupić. No bo jak można powiedzieć, że podjęcie wątpliwej prawnie uchwały, to obrona prawa miejscowego. Pytam: kto temu prawu zagraża i przed kim chcemy go bronić? Chyba nie przed Wojewodą, który wypełnia tylko swe ustawowe obowiązki. Wniosek nasuwa się taki, że prawu stanowionemu przez szanowną Radę zagraża sama Rada. Bo nie kto inny jak Radni podjęli uchwałę, którą organ nadzorczy uznał za niezgodną z prawem. Więc jeśli Rada chce bronić prawa miejscowego, musi bronić go sama przed sobą.

 


Dalej z treści artykułu Pana Podkomorzego dowiadujemy się, że według Radnych większe korzyści finansowe przyniesie miastu bezprzetargowy tryb wydzierżawienia nieruchomości. Jeśli to prawda, to niewątpliwie jest to epokowe odkrycie w historii polskiego samorządu. Dotąd powszechnie przyjmuje się, że właśnie przetarg, najlepiej ustny i nieograniczony daje samorządom możliwość uzyskania największych korzyści finansowych. A ponadto jest transparentny i daje równe warunki wszystkim zainteresowanym. Nasze władze nie musiały się też obawiać, że w przetargu uzyskałyby stawkę czynszu niższą niż 35 tys. złotych. Bowiem w ogłoszeniu o przetargu ustala się cenę wywoławczą, która zabezpiecza minimalne oczekiwania finansowe organizatora przetargu. Przetarg mógłby być ważny nawet w przypadku udziału w nim jednego oferenta.


 

Uznano, że 35 tys. złotych za dzierżawę 3,86 ha działki zabudowanej obiektami po byłej fabryce mebli, czyli 1,1 zł za m2 - to wystarczająca stawka. Oczywiście władze mają prawo do oceny wysokości stawki czynszowej i uznania jej za wystarczającą. Ich ocena w tym zakresie jest względna, bo to co dla władzy znaczy dużo, dla kogoś innego może znaczyć mało. W takich przypadkach władze nie kierują się zasadą maksymalizacji przychodów budżetowych.

 

 

Co tak naprawdę znaczy, że osiągnięta w wyniku negocjacji lub przetargu stawka czynszowa jest dla samorządu najkorzystniejsza finansowo? Znaczy to, że żaden z uczestników negocjacji lub przetargu nie był w stanie dać więcej, niż ten który wygrał. Jeśli jest jeden uczestnik negocjacji to trudno mówić o osiągnięciu korzystnego wyniku. Władze NML nie chciały przetargu. Na tej podstawie można domniemywać, że i do negocjacji poza dotychczasowym dzierżawcą nie został zaproszony żaden inny przedsiębiorca. Nie bardzo chce mi się wierzyć, że nikt z naszych lokalnych przedsiębiorców nie byłby zainteresowany ofertą.
 


Ciekawi mnie jeszcze jeden aspekt całej sprawy. Mianowicie to, czy władze zadbały o to by umowa dzierżawy zabezpieczała należycie interes naszego samorządu? Nie znam treści umowy, ale ufam panu prawnikowi, że zawarł w niej następujący zapis: - jakiekolwiek ulepszenia przedmiotu dzierżawy, dzierżawca będzie mógł zrealizować we własnym zakresie i na własny koszt. Brak tego zapisu w konsekwencji prowadzi często do przejęcia przez dotychczasowego dzierżawcę przedmiotu dzierżawy na własność, na wyjątkowo atrakcyjnych warunkach. Polega to na tym, że dzierżawca czyni różne inwestycje na przedmiocie dzierżawy, a potem żąda od wydzierżawiającego zwrotu poniesionych kosztów.  Jeśli wydzierżawiającym jest samorząd to najczęściej finał sprawy jest taki, że zbywa on nieruchomość w drodze bezprzetargowej, po zaniżonej cenie, by tylko nie upubliczniać finansowania inwestycji prywatnego przedsiębiorcy z samorządowej kasy. Doświadczeni nowomiejscy samorządowcy powinni pamiętać w jaki sposób sprzedano restaurację „Leśna" w Partęczynach i starać się nie popełniać tych samych błędów.

 

 

W styczniu tego roku jeden z Radnych zapewne w trosce o korzyści płynące z omawianej umowy dzierżawy, dopytywał na sesji: - „czy my (władze NML - bj) będziemy próbowali podjąć rozmowy ,o ile pan Szynaka będzie dalej chciał dzierżawić te magazyny, o współfinansowaniu tych remontów, czy będziemy je prowadzili swoim kosztem? Burmistrz odpowiedziała: „ będzie to współfinansowane".


Z tych wypowiedzi jawi się wniosek, że remonty obiektów po byłej fabryce mebli będą współfinansowane z budżetu miasta. Co gorsza można podejrzewać, że wcześniej były finansowane w całości. 
I choć nowomiejskie władze coraz lepiej zabezpieczają interes naszego miasta, to powodów do pełnego zadowolenia ciągle brak. Pełne zadowolenie w tej kwestii oznacza takie zabezpieczenie umowy dzierżawy, by koszty napraw, remontów i konserwacji w całości ponosił dzierżawca.


 

Jest jeszcze jeden argument dla którego władze NML powinny z większą odpowiedzialnością i rozwagą podjąć decyzję o oddaniu w dzierżawę obiektów przy ul. Jagiellońskiej. Sądzę, że warto byłoby spróbować poszukać inwestora, który zaadoptowałby te obiekty nie na magazyn, ale na zakład produkcyjny lub usługowy. Myślę, że nowe miejsca pracy są wartością dla której warto byłoby zaryzykować i poszukać innych rozwiązań zagospodarowania tego terenu.

 

 

Wszyscy wiedzą, że Nowe Miasto nie ma dobrych terenów inwestycyjnych. Gdyby dziś pojawił się nowy inwestor, dajmy na to Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych i zapytałby o możliwość zlokalizowania inwestycji bezpośrednio przy drodze krajowej, to władze mimo szczerych chęci byłyby zmuszone odpowiedzieć przecząco. Dlatego, że ostatni taki teren przeznaczyły na magazyn.

komentarze (1) | dodaj komentarz

Moi drodzy czytelnicy!

poniedziałek, 27 lipca 2009 23:23


Cieszą mnie emocje jakie wywołuje ten blog, bo to zawsze darmowa promocja. W krótkim czasie strona była otwierana ponad 1000 razy. Szkoda tylko, że większość wpisów w komentarzach czy na forum TI, nie ma wartości merytorycznej, a o to najbardziej mi chodzi. Pamiętajcie, że przedstawiam własny punkt widzenia w danej sprawie i że nikt nie ma obowiązku podzielania moich poglądów. Chętnie poznałbym inne punkty widzenia, czy to z kręgów władzy, czy ze społeczeństwa. Oczywiście ja też nie mam monopolu na mądrość i wiedzę. Ja również mogę się mylić. Jestem więc otwarty na wszelkie uwagi i krytykę, dzięki którym dopuszczam możliwość zmiany własnych poglądów. Podobnie na krytykę powinny być otwarte władze. Przecież to nie te czasy, że krytykę się niszczy, albo zamyka. Na krytykę po prostu się odpowiada, prezentuje się własny pogląd, własny punkt widzenia.

 

Nie jest moim zamiarem atakowanie, czy obśmiewanie nowomiejskiej władzy. Zawsze bardzo ją szanuję nawet wtedy gdy popełnia błędy i gdy źle oceniam jej działania. I nie jest prawdą, że obecne władze NML wszystko robią źle i popełniają same błędy. Tak jak nie jest prawdą, że wszystko robią dobrze i nie popełniają błędów w ogóle.

 

Dlaczego więc mój blog zawiera tylko krytyczne opisy działań lokalnych władz? Pewnie trzeba to zmienić i za pewne działania pochwalić. Nie mniej jednak chwalenie władzy najlepiej wychodzi jej samej i nie trzeba rządzących za bardzo w tego wyręczać. Lokalne media (poza byłym programem „Widok z balkonu") opisują działania władz zazwyczaj pozytywnie, albo neutralnie. I trudno im się dziwić, ponieważ ich wolność słowa jest chyba skrępowana z uwagi na małe środowisko w którym wszyscy tu żyjemy. Ktoś powie, że w demokratycznym kraju każdy ma swobodę wyrażania własnych myśli, każdy może głosić nawet najbardziej kontrowersyjne poglądy, bez względu na to, czy robi to w dużej aglomeracji, czy w małym miasteczku. To prawda, ale życie nieco te szlachetne zasady weryfikuje. Pewnie też dlatego, że my Polacy demokracji i stosunku do jej zasad ciągle się uczymy.

 

Na większości z nas ciąży nadal spuścizna poprzedniego ustroju, która ma niestety jeszcze wpływ na nasze myślenie, czy postępowanie. Właśnie takie wrażenie odniosłem czytając niektóre komentarze o moim blogu. Że powinienem obawiać się reakcji władz, że to krytykanctwo, że chcę robić karierę polityczną. Niewielu tak naprawdę interesowało to, czy warto nam utrzymywać straż miejską, czy bezprzetargowy tryb wydzierżawienia atrakcyjnej nieruchomości jest dla miasta korzystny i zgodny z prawem, czy też inne spojrzenie na przebieg procedury i uroczystości nadania miastu patronatu. Przepraszam za porównanie, ale wielu czytelników myśli tak, jak myślały niegdyś władze PRL-u. Czyli nie zajmowały się samym przedmiotem krytyki i tym, czy jest ona zasadna, ale wszystkim innym co jej dotyczyło. Czyli kto jest jej autorem i w jakim celu jej używa. I tak też często dziś myślą władze, które tak jak przed laty na każdą krytykę swych działań odpowiadają, że jest to atak na nie.

 

Nawet na forach internetowych nie powinniśmy sami podbijać bębenka skrępowanej krytyki i ograniczonej swobody wypowiedzi. Dziś nie mamy powodów, by okazywać lęk przed reakcją władzy na naszą krytykę.  Dziś rządzący muszą zdawać sobie sprawę z tego, że władza została im nadana z woli społeczeństwa i że wszystkie ich działania z zakresu działalności publicznej podlegają społecznej ocenie. Każdy ma prawo ocenić każdą decyzję władz, każde działanie i każde zaniechanie działania.

  

Trzeba przyznać, że wyrażanie dziś opinii oceniających działanie władz, czy po prostu krytyka pod adresem władz - to tak naprawdę żaden akt odwagi. Odwagę to mieli ci, którzy w czasach reżimu komunistycznego ośmielili się krytykować działania ówczesnych władz. Na naszym lokalnym gruncie był to wielce zasłużony dla odzyskania przez Polskę suwerenności - Jan Jeda, który na wiecu zorganizowanym na nowomiejskim rynku w 1956r., w obecności pierwszego sekretarza komitetu powiatowego PZPR opowiedział między innymi o bestialskich metodach śledztwa stosowanych przez funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. To dopiero była odwaga! Albo odwaga nowomiejskiej opozycji solidarnościowej, która protestowała przeciwko antyspołecznej polityce komunistycznej dyktatury!

Na szczęście dziś żyjemy w wolnej i demokratycznej Polsce i jeśli władza rozumie, że w demokracji krytyka jest niezbędna, to nie powinniśmy obawiać się represji z jej strony. Ale nie zawsze rozumie. Władze NML chyba nie do końca to rozumieją, skoro ukryły przed społeczeństwem krytykę przenosząc ją z publicznego i otwartego forum sesji, na tajne i zamknięte obrady komisji stałych Rady Miasta.

Jeśli nowomiejskie władze miały wpływ na zamknięcie lokalnej telewizji to również by znaczyło, że nie pojmują należycie demokracji i roli jaką pełni w niej krytyka.

 

Tak więc w trosce o kondycję naszej lokalnej demokracji, w trosce o obecność krytyki piszę ten oto blog. Również w trosce o to, by zaspokoić potrzeby tych nowomieszczan, którzy  oczekują pogłębionej informacji, opatrzonej komentarzem i analizą autora. Którzy chcą poznać ważne dla naszego miasta tematy i sprawy, przekraczające dotychczasowe granice obowiązujące w lokalnej debacie. Na tym blogu nie będzie tematów tabu, tematów i spraw których nie wypada poruszać.  Ale nie będzie też lżenia władzy, używania przymiotników i epitetów pod jej adresem. Jeśli takie komentarze pojawią się na tym blogu, będę je usuwać.

 

Rozbawiła mnie, ale też trochę schlebiła mi opinia, że ten blog czyta nowomiejska inteligencja. W innej wersji, że elita. Myślę, że krytycy BBJ rozsyłają tę informację z ironią odnoszącą się do wąskiego grona czytelników. Mnie to nie przeszkadza, a blog jest dla wszystkich i staram się by był pisany językiem zrozumiałym przez wszystkich. Wąskie grono odbiorców to skutek braku odpowiedniej promocji z mojej strony. Jednak jak wspomniałem na wstępie czynią to za mnie sami czytelnicy i niech tak zostanie. Pozdrawiam wszystkich czytelników.

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 20 marca 2010

Licznik odwiedzin: 9291

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O moim bloogu

Co drugi tydzień nowy felieton tylko dla czytelników BBJ. Jak zawsze szczerze i otwarcie o sprawach ważnych dla nowomieszczan. Ciekawe i kontrowersyjne tematy, niemądre decyzje i absurdy władz, opinie...

więcej...

Co drugi tydzień nowy felieton tylko dla czytelników BBJ. Jak zawsze szczerze i otwarcie o sprawach ważnych dla nowomieszczan. Ciekawe i kontrowersyjne tematy, niemądre decyzje i absurdy władz, opinie, analizy, komentarze, prezentujące społeczny punkt widzenia. Wszystko to znajdziesz na tym blogu.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 9291