Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Krytyka TAK, krytykanctwo NIE !

czwartek, 22 października 2009 21:37


Nie pierwszy już raz dowodziłem w swoich felietonach, że krytyka jest potrzebna, że może być budująca, że może być bodźcem do działania dla władzy. Ale nie krytykanctwo, które wnosi tylko destrukcję i które nacechowane jest brakiem szacunku dla oponenta! Za krytykanctwo uznaję totalną i nieuzasadnioną dostatecznie krytykę, krytykę w której kwestionuje się WSZYSTKO i której zasadniczym celem jest przede wszystkim niszczenie autorytetu adwersarza.

 

Czytając niektóre artykuły, a szczególnie fora internetowe na temat NML i jego władz, a także analizując zachowanie opozycji w stosunku do nowomiejskich burmistrzów po '89 roku, stwierdzić należy, że zbyt często dezaprobatę działań naszych władz wyrażamy poprzez krytykanctwo właśnie. Tracą ci, którzy krytykanctwa używają i ci którzy są jego adresatami. W rezultacie traci również całe społeczeństwo.

 

Obawiam się, że skądinąd potrzebna debata na temat słuszności lokalizowania marketu w strefie ochronnej i centrum miasta, doprowadzi nas wszystkich do niewłaściwych wniosków, do niepożądanych przez strony sporu rozwiązań. Stanie się tak, ponieważ żadna strona nie traktuje poważnie argumentów przeciwnika. Ponieważ żadna strona nie chce wyjść ze swoich okopów, by choć trochę zrozumieć motywy myślenia i działania drugiej strony.  Punktem wyjścia by to zmienić powinien być szacunek okazany oponentowi mimo, że prezentuje on odmienny od mojego pogląd. Czytając nowomiejskie fora internetowe możemy znaleźć mnóstwo dowodów na to, że publiczna debata w ważnej sprawie sięgnęła bruku za sprawą rynsztokowego języka i insynuacji. Publikacja zdjęć prywatnej posesji Burmistrz i obelżywe opisy, są wyrazem krytykanctwa i awanturnictwa. Dlatego, że nie dowiedziono jakiegokolwiek związku z toczącą się debatą, ani nawet z szeroko pojętą działalnością publiczną Burmistrz.  

 

 

Z kolei z drugiej strony sporu mamy władze, które ironicznie spoglądają na protestujących przeciw budowie Netto, mylnie uznając, że to wyłącznie robota źle życzących im ludzi. Władze kpiły sobie trochę z inteligencji mieszkańców twierdząc, że nie wiedziały o zamiarach inwestora, że nie czują się odpowiedzialne za lokalizację marketu w kontrowersyjnym miejscu. Taka argumentacja musiała zaskoczyć nawet przychylnych inwestycji mieszkańców, którzy jednak oczekiwali od władz pełnej kontroli zasadność lokalizacji tego typu inwestycji.

 

 

Oczywiście krytykanctwo nie jest domeną tylko dzisiejszych rządzących i rządzonych. Z mega krytykanctwem mieliśmy do czynienia za rządów Burmistrz Grabowskiej. Także wówczas zdarzało się, że zamiast merytorycznej dyskusji o sprawach miasta, ważniejsza była dyskusja o prywatnym życiu Burmistrz. By wspomnieć tylko upublicznianie i insynuowanie chorób kompromitujących Burmistrz, przedstawianie w negatywnym świetle Jej rodziny, dywagacje na temat częstotliwości uczęszczania na msze święte. Dla rzetelnej oceny działalności publicznej Burmistrz były to informacje zupełnie bezwartościowe. Niszczyły autorytet nie tylko osoby Lidii Grabowskiej, ale co dużo gorsze, autorytet Urzędu Burmistrza. Nie jakiegoś tam, ale NASZEGO BURMISTRZA, którego sami wybraliśmy w demokratycznych wyborach! Dziś ten autorytet Urzędu Burmistrza jest wątły właśnie dlatego, że od długiego już czasu zbyt wielu z nas przestało szanować ten Urząd. Dlatego, że zbyt wielu prawo do krytyki odczytuje jako uprawnienie do działania pod hasłem „w czym im by tu jeszcze dokopać".

 

 

Oczywiście inną kwestią jest, że na zbrukanie autorytetu Urzędu Burmistrza pracowali nie tylko rządzeni, czy opozycja anty-burmistrzowska, ale również sami rządzący. Burmistrz Grabowska ostentacyjnie ignorowała radnych i urzędników. Nie okazywała im należytego szacunku i kultury, prowadziła wobec nich politykę zamordyzmu. Robiła wszystko, by zrazić ich do siebie. Ponieważ dzisiejsze standardy rządzenia są zupełnie inne, to i taki styl sprawowania władzy z pewnością nie budował pozytywnego wizerunku Burmistrz,.

 

 

Powrócę jeszcze do roli adwokata Burmistrz Grabowskiej, ale tylko w zakresie kiedy była ona obiektem krytykanctwa. W prywatnych rozmowach winą za konflikt Burmistrz - Radni najczęściej obarczano i jednych i drugich, ale w lokalnych mediach winę za zaistniały stan rzeczy cedowano najczęściej tylko na Burmistrz. Z moich obserwacji lokalnej sceny politycznej wynika, że mieliśmy również do czynienia z konfliktem Radni kontra Burmistrz.

 

 

Po roku od pamiętnej deklaracji o stu procentowej współpracy, wypowiedzianej na inauguracyjnej sesji przez przedstawiciela „Wspólnego Dobra" do Burmistrz Grabowskiej, mogliśmy być  już pewni, że były to tylko puste słowa. Pod koniec 2003 roku Radni podjęli wbrew woli Burmistrz uchwałę o drastycznych podwyżkach cen podatków od nieruchomości. Wybuchła afera i dopiero pod naporem opinii publicznej Radni szybko zmniejszyli horrendalną stawkę podatku, ale znowu jakby na złość Burmistrz do poziomu absurdalnie niskiego. Nadmienić trzeba, że stawka podatku gruntowego proponowana przez burmistrz była wyważona i urealniona w stosunku do stawek innych miast podobnej wielkości. Taki afront wobec Burmistrz, która oczywiście miła kompetencje przedkładania Radzie projektów uchwał, w tym uchwały w sprawie wysokości podatków - musiał ją zaboleć. Był to sygnał, że Radni nie będą liczyć się z wolą Burmistrz, że będą prowadzić własną politykę, czasami chwiejną i zależną od społecznych nastrojów. Ale to jeszcze nie był powód do obaw, bo Rada mogła prowadzić odmienną od woli Burmistrz politykę. W końcu jako organ stanowiący w pełni odpowiadała za rozstrzygnięcia spraw, które leżały w jej kompetencjach. Obłudne natomiast było tłumaczenie Leona Prusakowskiego Przewodniczącego Rady, że powodem podjętej przez Radę decyzji o podwyżce był kosztowny plan wydatków inwestycyjnych, w tym budowa budynku komunalnego dla 6 rodzin (bj: postulat wyborczy Burmistrz). Jakby nie zdawał sobie sprawy, że za realizację uchwał, także tych dotyczących inwestycji odpowiada organ wykonawczy, czyli Burmistrz. Troska o to, by Burmistrz miała finansowe możliwości realizacji inwestycji dzięki wysokim podatkom wydawała się mało szczera, szczególnie w kontekście tego, że sama Burmistrz uważała tę troskę za zbyteczną. Po tygodniu od publikacji powyższej wypowiedzi Rada podjęła uchwałę drastycznie zmniejszającą podatek, dając tym samym dowód, że nie o inwestycje w tym wszystkim tak naprawdę chodziło. Od tego zdarzenia możemy mówić o rozpalaniu się konfliktu na szczycie nowomiejskiej władzy.  

 

 

Ogień konfliktu na linii Radni - Burmistrz rozprzestrzeniał się na dobre. Zacietrzewieni w walce Radni sami zaczęli łamać prawo, obniżając w trakcie trwania kadencji wynagrodzenie Burmistrz. Zamiast oszczędności kasa miasta poniosła straty, bo po zakończeniu kadencji na mocy wyroku sądowego trzeba było wypłacić wyrównanie plus należne odsetki. Burmistrz była krytykowana za wszystko, nawet za decyzje których nie podejmowała. Radni mieli pretensje do Burmistrz, że nadmiernie zadłuża miasto i realizuje inwestycje dzięki komercyjnym kredytom, jakby nie pamiętali że decyzje w tych sprawach sami podejmowali w formie uchwał. Burmistrz tylko wykonywała wolę Rady.

 

 

Trwający miedzy Radą a Burmistrz spór prości ludzie najczęściej komentowali następująco: ktoś powinien być mądrzejszy, powinien ustąpić.

 

 

Takie myślenie miało swój głębszy sens, bo od dorosłych ludzi oczekuje się odpowiedzialności, tym bardziej gdy pełnią oni publiczną funkcję polegającą na służbie społeczeństwu. Ta odpowiedzialność w tym przypadku powinna polegać, albo na ustępstwach Burmistrz i uszanowaniu woli Rady, albo na zapobieganiu, asekurowaniu i łagodzeniu skutków działań nieobliczalnej i konfliktowej Burmistrz. Na krytykanctwo Burmistrz opozycja miała odpowiadać uzasadnioną krytyką, a nie rewanżować się tym samym. Przecież wystarczyło tylko upubliczniać i nagłaśniać niekompetencję, błędy i nieetyczne zachowanie Burmistrz Grabowskiej, opatrując to komentarzem: - my uważamy inaczej, na takie rozwiązanie się nie godzimy, przeciw takiemu zachowaniu protestujemy. Wystarczyło wtedy tylko merytorycznie „punktować" Burmistrz, a ówczesna opozycja zapewne dziś rządziłaby miastem z burmistrzem Prusakowskim na czele. Jak wiemy stało się inaczej, opozycja z niecierpliwością chciała zdobyć władzę, chciała obalić rządy Burmistrz Grabowskiej, więc wszyscy byliśmy świadkami zacietrzewionej i wyniszczającej walki, przez co troska o dobro wspólne mieszkańców była gdzieś na szarym końcu. Dla jednych ważniejsze od dobra wspólnego okazało się „Wspólne Dobro", a dla drugich utrzymanie władzy i ewentualna reelekcja. Przegrali wszyscy. Szkoda, że przy tym wszystkim zdeprecjonowano pojęcie dobra wspólnego i zarazem piękną nazwę stowarzyszenia, zaczerpniętą zresztą z nauki społecznej kościoła.

 

 

W końcu gdy padła propozycja ugaszenia tego coraz bardziej rozprzestrzeniającego się pożaru za pomocą referendum w sprawie odwołania Burmistrz, większość społeczeństwa była temu przychylna. I chociaż w mojej ocenie inicjatorzy odwołania Burmistrz nie przedstawili mocnych argumentów, to jednak potrafię zrozumieć motywy ich działania. W końcu mieliśmy paraliż władzy, konflikt Burmistrza z niektórymi grupami społecznymi i złośliwe działania wobec przedsiębiorców. O ile jednak aprobowałem decyzję o referendum, to decyzję o honorowym zrzeczeniu się mandatów uważam za nieodpowiedzialną i nonsensowną. Bo skoro szło się do referendum pod hasłem odsunięcia od władzy nieobliczalnej i szkodzącej miastu Burmistrz, to tym bardziej po nieudanej próbie odwołania, nie można było oddać władzy tylko w jej ręce, a w konsekwencji ludziom w pełni jej podporządkowanym. Tym bardziej sytuacja wymagała kontroli władzy wykonawczej, którą powinna pełnić rada. Była to błędna decyzja również z marketingowego punktu widzenia, gdyż honorowa postawa została odczytana jako przegrana. W odbiorze społecznym funkcjonowało skojarzenie: przegrali, to odchodzą, Burmistrz wygrała więc ogłasza swój sukces. I tak referendum, które miało być pogrzebem Burmistrz w roli gospodarza miasta , tylko wzmocniło jej polityczną pozycję. Niedługo potem okazało się, że koronny argument, iż z tą Burmistrz nie da się współpracować stracił na aktualności. Nowa Rada, dla niektórych wiernopoddańcza udowodniła, że taka możliwość istniała. Doprawdy nie rozumiem motywów podjętej decyzji o rezygnacji z mandatów, tym bardziej, że w ten sposób nie uszanowano woli wyborców, którzy swoim reprezentantom powierzyli obowiązki radnego na całą kadencję.

 

 

Po referendum emocje opadły, ale na koniec kadencji znowu mieliśmy konflikt między Burmistrz, a większością nowej Rady. Chodziło o wykorzystanie przez Burmistrz zaległego urlopu wypoczynkowego, by uniknąć wypłaty z miejskiej kasy ekwiwalentu w wysokości 28 tys. zł. W tej sprawie Rada większością głosów zupełnie niepotrzebnie podjęła uchwałę nadającą Przewodniczącemu kompetencje, które i tak już z mocy statutu i ustawy posiadał. Było to wyważanie otwartych drzwi. Co gorsza, ta niefortunna uchwała dała argument Przewodniczącemu Rady Grzegorzowi Chętnickiemu do tego, by podważać jej legalność i opóźniać w czasie jej wykonanie. Nic to, że uchwała okazała się prawomocna, kiedy lojalny wobec Burmistrz Przewodniczący i tak nie chciał wypełnić swych statutowych obowiązków z zakresu prawa pracy, a koniec kadencji zbliżał się już wielkimi krokami. Przewodniczący Chętnicki do końca zręcznie umizgiwał się od wypełnienia swych obowiązków, ciągle przenosząc uwagę Radnych na nikomu niepotrzebną uchwałę. Tłumaczył, że nie on jest od tego by wykonywać uchwały Rady, tylko organ wykonawczy. I w tym oczywiście miał rację, ale dlaczego nie zapoznał się, albo nie chciał zapoznać się z zakresem swoich statutowych obowiązków, to już pozostanie tajemnicą poliszynela. Ciekawe w tym wszystkim było to, dlaczego Rada nie odwołała przewodniczącego, który działał wbrew jej woli.      

Cała ta sprawa jest kolejnym argumentem świadczącym o tym, że rezygnacja z mandatów była błędem. Przewodniczący Prusakowski z pewnością nie miałby oporów by wręczyć Burmistrz kartę urlopową.

 

 

Przykłady krytykanctwa i postawy wedle której obrażamy się na rządy Burmistrza, a następnie zabieramy zabawki i odchodzimy do swojej piaskownicy, miały też miejsce w czasie rządów Witolda Lendziona (1994-2002). Dla samorządu każdy kończący się rok oznacza wzmożoną pracę, gdyż trzeba wtedy podjąć ważne uchwały w sprawie budżetu, podatków itp. Nie inaczej miało być w roku 2000. Jednak w listopadzie przewodniczący Roman Prusakowski oraz jego zastępczyni Łucja Roszkowska na niegospodarność Burmistrza odpowiedzieli, uwaga...  niemalże jednoczesną rezygnacją z pełnionych funkcji. To nieodpowiedzialne zachowanie sparaliżowało zupełnie pracę Rady, bo nie było komu zwołać sesji. Ten destrukcyjny ruch przewodniczących tylko osłabił ich pozycję w Radzie. Nie mogli też liczyć na społeczną akceptację swych działań, bo istniało realne zagrożenie narażenia na straty budżetu miasta. Wykorzystał to zaatakowany Burmistrz, który miał w końcu argument do obrony i skrzętnie go wykorzystał wyliczając miesięczne straty dla miasta w wysokości 200 tys. zł z powodu destrukcyjnych działań Przewodniczących.

 

 

Za rządów Burmistrza Jana Jedy w latach 1990-1994 i Witolda Lendziona w latach 1994-1998, także mieliśmy do czynienia z krytykanctwem. Jednak jego skala była niewielka, a najczęściej były to jakieś osobiste „wycieczki" wygłaszane na forum sesji. Wówczas internet nie był jeszcze powszechny, a lokalna prasa publikowała raczej oficjalne informacje z obrad, przemilczając przypadki krytykanctwa. Trzeba też pamiętać, że do 1998 roku burmistrza wybierała rada. Ta zależność powodowała, że Radni czuli się odpowiedzialni za własny wybór, rzadziej krytykowali Burmistrza, a i sam Burmistrz bardziej musiał zabiegać o względy Rady.

 

 

Ps: Przytoczone przeze mnie i wybrane wybiórczo przykłady krytykanctwa i niszczenia autorytetu urzędu burmistrza, nie są oczywiście pełną oceną rządzących, czy rządzonych. Ta jest bardziej złożona i wymagałaby obszerniejszego opracowania.

komentarze (3) | dodaj komentarz

poniedziałek, 22 marca 2010

Licznik odwiedzin: 9360

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

O moim bloogu

Co drugi tydzień nowy felieton tylko dla czytelników BBJ. Jak zawsze szczerze i otwarcie o sprawach ważnych dla nowomieszczan. Ciekawe i kontrowersyjne tematy, niemądre decyzje i absurdy władz, opinie...

więcej...

Co drugi tydzień nowy felieton tylko dla czytelników BBJ. Jak zawsze szczerze i otwarcie o sprawach ważnych dla nowomieszczan. Ciekawe i kontrowersyjne tematy, niemądre decyzje i absurdy władz, opinie, analizy, komentarze, prezentujące społeczny punkt widzenia. Wszystko to znajdziesz na tym blogu.

schowaj...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 24.07.2009 18:46:44
  • autor: Maria
  • treść: nad wyraz h.....y bl...

Statystyki

Odwiedziny: 9360